Wymarły format

W 1963 roku Philips zaprezentował nowy nośnik do przechowywania danych – kaseta kompaktowa. Od tamtej pory zdobyła serca wielu, przede wszystkim w Europie i stała się jednym z najpopularniejszych formatów do słuchania muzyki. To dzięki niej muzyka stała się mobilna. W 2007 roku wieszczono jej koniec, po trzech dekadach panowania płyty kompaktowej podjęto decyzję o zaprzestaniu produkowania tego nośnika, którego pewnie niektórzy z Was nie poznali.

Mogłoby się wydawać, że taki zawodny (zużywały się, magnetofony wciągały taśmy) i archaiczny środek przechowywania danych już dawno powinien zostać wyparty przez formaty cyfrowe i rzeczywiście tak się stało, ale kaseta nie poddaje się, walczy i wciąż pozostaje żywa. Co więcej można nawet dostrzec pewien jej renesans, analogiczny do powrotu płyt winylowych na początku XXI wieku. Przez ostatnich dziesięć lat wraz z rozwojem amerykańskiej sceny noise, kaseta kompaktowa niejako ‘przedłużyła gatunek’. To w tym podziemiu małe wydawnictwa chętnie sięgały po ten najtańszy, analogiczny i anty-establiszmentowy nośnik. Jego siła polega na prostocie powielania muzyki i dzielenia się nią z innymi. Nawet w warunkach domowych, w estetyce tak nonszalanckiej jak noise, można było ‘wyprodukować’ odpowiednią ilość sztuk nowego albumu.

Taką pracą u podstaw moda na kasety zaczęła się rozprzestrzeniać. W 2008 roku branżę muzyczną dotknął kryzys i dla wielu wydawnictw i artystów kaseta okazała się sposobem na przetrwanie. Tani, szybki i ‘świeży’ produkt urozmaicił ofertę, dodając kolejny ekskluzywny i offowy element do asortymentu muzyków. Zaprzestanie produkcji również nie zahamowało tego procesu, w dalszym ciągu na wykorzystanie czekają liczne zbiory magazynowe, a ponadto pojawiły się firmy odrestaurowujące stare nośniki do ponownego nagrania. Dzisiaj i pewnie za dziesięć lat będziecie mogli wciąż kupić nową i z bieżącym rocznikiem na opakowaniu kasetę. Ostatnio nawet Pearl Jam wznawiając ‘Ten’ w limitowanej edycji, umieścił wersję demo na kasecie magnetofonowej. W Krakowie zeszłoroczny Unsound zdecydował się promować ósmą edycję festiwalu składanką wydaną na tym nośniku. Takie wyjątki utwierdzają mnie tylko w przekonaniu, że jeszcze długie życie przed ciepłą, wiecznie szumiącą, analogową kasetą. Dzięki niej w mojej nieodpicowanej Fieście mogę słuchać tej muzyki, na którą mam ochotę – oczywiście poza Krakowem, bo w nim problem rozwiązuje radiofonia. Przy okazji odsyłam do mojego ulubionego bloga recenzującego tylko albumy wydane w tym formacie.

Kilka ciekawych labeli wydających tylko kasety:

Reklamy

~ - autor: Krzysztof Pietraszewski w dniu 1 czerwca 2011.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s