Federico Barabino – Can You Listen To The Silence Between The Notes? [eh?, 2011]

 

Wykonawca: Federico Barabino
Album: Can You Listen To The Silence Between The Notes? | Rok: 2011
Wytwórnia: eh? | Nośnik: CDr
Gatunek: improv, noise, minimal
Podobne: Martin Küchen, Toshimaru Nakamura


Recenzja: Federico Barabino (1982) to eksperymentalny gitarzysta, improwizator i kompozytor muzyki do filmu/teatru z Argentyny. Na swoim koncie ma ponad 25 albumów solowych i nagrywanych wspólnie z innymi artystami. Jest bardzo aktywnym muzykiem, gra ponad 30 koncertów rocznie i zrzesza improwizatorów ze swojej ojczyzny na stworzonej przez siebie stronie http://www.improvisadores.com.ar. Uważa, że granie koncertów i nagrywanie płyt z muzyką eksperymentalną to za mało:

Powinniśmy więcej pisać o swojej muzyce, udzielać wywiadów i dzielić się swoimi ideami. Nasza muzyka nie jest tylko dla ludzi, którzy ją rozumieją, jest także dla ludzi, którzy potrafią poczuć najprostszy dźwięk. To nie jest łatwe, ale powinniśmy wyjść z nią do ludzi i prowadzić otwarty dialog.

W rożnych argentyńskich instytucjach kultury prowadzi wykłady i warsztaty o improwizacji i eksperymentach z dźwiękiem.

‘Can You Listen To The Silence Between The Notes?’ to 33 minutowa kompozycja zarejestrowana na żywo, zagrana na gitarze elektrycznej i mikserze bez wejścia. Federico zmienia przeznaczenie konsolety z urządzenia pośredniczącego między instrumentem a głośnikami w sprzęt generujący dźwięki. Łączy kablami wejścia i wyjścia, w ten sposób zamyka obwód i umożliwia wzmocnienie wewnętrznych sygnałów miksera. Tak oto błąd staje się punktem wyjścia do tworzenia dźwięku. Wracając do improwizowanej kompozycji, to łączy ona statyczność z ruchem. Najlepiej widać to na wykresie przebiegu fali.

Zaczyna się od gitarowej miniatury, stonowanej i trochę folkowej, trwającej 2,5 minuty. Później Federico wystawia publiczność na mocną próbę i zostawia ich samych sobie z niemal 3 minutami ciszy. Muzyk testuje ich cierpliwość i sprawdza, czy rzeczywiście są gotowi uszanować jego muzykę. Tytuł płyty nabiera sensu, w końcu pyta nas czy jesteśmy w stanie nie słyszeć, a właśnie słuchać ciszy. Następnie powoli wchodzi i narasta sinusoidalna fala dźwięku, a w jej kulminacyjnym punkcie słuchamy kolejnej, podobnej partii gitary. Przez 6 kolejnych minut sprzężenie wycisza się i zastępuje go warczący, drgający dźwięk przypominający brumienie. Znowu jego natężenie wzrasta i na jego tle pojawia się gitara, która ponownie zupełnie ignoruje środowisko brzmieniowe, w które wkracza. Powstały kontrast szybko znika i dźwięk generowany przez mikser odchodzi, by zrobić miejsce na 4 minuty gitarowego epilogu.

Po wysłuchaniu tego materiału, aż chce się powiedzieć nazwę wytwórni, która go wydała – eh? Czasem wystarcza mi nietypowy sposób tworzenia muzyki, czy wyjątkowe brzmienia w niej wykorzystane. Bywa, że idea która stoi za dźwiękami w zupełności je broni. W tym przypadku tak nie jest, a muzyka sama w sobie niestety nie jest przekonująca – za mało w niej zaangażowania, za dużo filozofii.

Opakowanie: Grafika jak i opakowanie są oszczędne. Wkładka jest zgięta wpół i z płytą w środku wsunięta w foliową kieszonkę. Z przodu i z tyłu prawdopodobnie znajdują się niechlujnie wykaligrafowane znaki japońskie.


Ocena: dopuszczający z plusem 2+ / 6

Lista utworów:
1. Can You Listen To The Silence Between The Notes?

Czas: 33:48
Producent: Federico Barabino

Reklamy

~ - autor: Krzysztof Pietraszewski w dniu 5 marca 2012.

Komentarze 2 to “Federico Barabino – Can You Listen To The Silence Between The Notes? [eh?, 2011]”

  1. Ja rozumiem, że piszesz recenzje muzyki, która Ci się podoba, albo przynajmniej gatunkowo znajduje się w obrębie Twoich zainteresowań, ale nie wierzę, że słuchasz tylko alternatywy, ambientu, nowej klasyki itp. Jakby czasem pojawiła się recenzja czegoś mainstreamowego to byłoby ciekawe – fajnie byłoby przeczytać jak w twoich oczach wygląda pop, rock czy inne popularne rzeczy.

    • Jak zaczynałem tego bloga, to recenzowałem po prostu swoje płyty, teraz piszę o tym co dostaję do zrecenzowania od labeli i muzyków. Z takich mainstreamowych rzeczy to pisałem już o Scott’cie Kelly, który Ci się spodobał, a zaraz pojawi się recenzja Hotel Kosmos :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s