Polish Icons, czyli Panie Dyr. Berkowiczu – nie wszystko naraz!

Od: Krzysztof Pietraszewski <muzykoteka@radiofonia.fm>
Do: Filip Berkowicz <filip.berkowicz@biurofestiwalowe.pl>
Temat: Polish Icons, czyli Panie Dyr. Berkowiczu - nie wszystko naraz!

Szanowny Panie Dyr. Berkowiczu,

proszę, nie wszystko naraz! Właśnie wróciłem z Polish Icons i ze smutkiem stwierdzam, że ten koncert powielił błędy programowe zeszłorocznego Reich 75. Proszę, niech Pan nie stara się uszczęśliwiać wszystkich naraz, bo niektórych uszczęśliwi Pan na siłę. W świecie postmodernizmu już żadne połączenie, wymieszanie i gra z konwencją nie są kontrowersyjne. Zacieranie granic pomiędzy muzyką poważną a rozrywkową to proces, który trwa od kilku dekad. Sacrum Profanum ani go nie zapoczątkowało, ani nie rewolucjonizuje. Reinterpretowanie i remiksowanie utworów muzyki współczesnej to, jak przecież Pan dobrze wie, częste zjawisko wśród artystów muzyki eksperymentalnej, ale także elektronicznej.

Podzielmy dzisiejszy koncert na trzy kategorie. Pierwszą niech będzie wykonywanie utworów Pendereckiego, Lutosławskiego, Góreckiego i Kilara przez znakomity Kronos Quartet. Zainteresowanie publiczności zerowe, jedni wchodzą, inni właśnie gdzieś się wybierają, część komentuje sety DJskie – wszystkie te odgłosy bardzo utrudniają słuchanie tych kompozycji, w już i tak nie najłatwiejszych warunkach. Instrumenty nie mają takiej siły przebicia jak elektroniczne beaty. Najzwyczajniej były za ciche, by móc słuchać ich z przyjemnością w towarzystwie szmerów, stukania i gwaru. Trudno jednak wymagać zainteresowania muzyką Polskich Ikon od publiczności, która przyszła na DJ-skie sety. Może nie słychać tego na trybunie VIP-owskiej. Zapraszam do 1 sektora, a najlepiej 2, niech Pan posłucha swoich ulubionych utworów w takich okolicznościach.

Drugą były sety DJ-ów z Ninja Tune, które korespondowały z materiałem źródłowym i występami Kronos Quartet jak pięść z nosem. DJ Vadim po gwiazdorsku podszedł do tematu i w prostacki sposób zagłuszył basem minimalne fragmenty kompozycji Pendereckiego. Jeżeli była w tym jakaś ikona, to co najwyżej popu. Pretensjonalnie i nieudolnie do tematu podszedł także DJ Food, któremu Kilar uleciał i nie udało mu się to, co z łatwością zaprezentował Rob Swift na płycie ‚The Architect’. Górecki w wersji Grasscut jednak rekompensował ignorancję kolegów z wytwórni. Twórczości kompozytora nadali swój charakter, nie tracąc jednak ducha oryginału. Zaskoczył także King Cannibal, który z prawdziwym szacunkiem złożył wyrafinowany, świeży, elektroniczny hołd Lutosławskiemu.

Trzecią kategorią były sety Skalpela. Duetu, który całą swoją twórczość oparł na odświeżaniu, rearanżowaniu i reinterpretowaniu twórczości innych. Z zadania zmierzenia się z dziełami czterech wielkich kompozytorów wyszedł zwycięsko. Trochę żałuję, że dołożył od siebie tak dużo elektroniki, a nie pracował więcej na materiale źródłowym, tak jak zrobił na poprzednich płytach z jazzem. Pewnie dlatego najbardziej podobał mi się set z muzyką Pendereckiego. Wszystkie cztery reinterpretacje nie straciły kontaktu z materiałem pierwotnym. Zachowały charakter oryginalnej muzyki i ducha kompozytorów. Panowie podeszli do tej muzyki z szacunkiem i złożyli jej prawdziwie autorski hołd. To będzie znakomita płyta, a koncert, o ironio, był za bardzo pocięty występami pozostałych artystów.

Na koniec kwestie logistyczne. Ilość sprzedanych biletów nie jest tajną informacją dla organizatorów. Barierki dzielące oba sektory, bliższy i dalszy, mogły znajdować się bliżej sceny w związku z wyprzedaniem ledwie połowy wejściówek. Tuż przed rozpoczęciem koncertu i tak były przesuwane, a i nawet to nie zlikwidowało 15-20 m pustej przestrzeni. Sektor 2 miał do wyboru rezygnację z telebimów, czyli szansy na zobaczenie czegokolwiek albo dostęp do nich kosztem zagłuszającego i dudniącego basu. Szkoda, że telebimy nie stały bardziej z przodu i że 2 sektor nie miał osobnego nagłośnienia. Jego brak doskwierał przede wszystkim podczas występów Kronos Quartet. Trybuna z zeszłego roku spisała się o niebo lepiej.

W rezultacie mamy zmarnowany potencjał Kronos Quartet i straconą szansę na zaprezentowanie Polskich Ikon muzyki współczesnej w wykonaniu najwyższej jakości. DJskie sety straciły na płynności, która w tej muzyce jest przecież najważniejsza. Znakomity materiał Skalpela gdzieś w tym wszystkim został przytłoczony. A przecież nie musiał Pan tego wszystkiego połączyć. Kronos Quartet mogło zagrać o 19:00 w Łaźni Nowej i zarysować kontekst koncertu Skalpela, który w mniejszej przestrzeni (a większa nie była wykorzystana) zabrzmiałby niesamowicie. Natomiast DJe z Ninja Tune poczuliby się jak ryba w wodzie na AfterParty zamykającym cały wieczór. Meloman i fan muzyki elektronicznej miałby wybór i nikt nikomu nie wchodziłby w drogę. Nie byłoby też zdziwionych i rozczarowanych, którzy oczekiwali koncertu muzyki współczesnej albo wręcz przeciwnie – dyskoteki. Tak wpisuje się Pan tylko w tendencję do ipodyzacji słuchania muzyki. Wszystko jest losowe, a na koncercie nie jest najważniejsza muzyka, tylko mate i sushi.

Raz jeszcze powtórzę, Panie Dyr. Berkowiczu – nie wszystko naraz!

Z poważaniem,
Krzysztof Pietraszewski

Reklamy

~ - autor: Krzysztof Pietraszewski w dniu 16 września 2012.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s