Résumé 2014 roku

W tym roku w nowej formie – zaproponowanej przez kwartalnik M/I, w którego drugim numerze jest podsumowanie redakcyjnie. Tutaj rozszerzone i indywidualne.

Najważniejsze wydarzenia

1507242_10202318481157760_1671638508_o

Rozkwit muzyki niezależnej i jego zaplecza jest największym wydarzeniem 2014 roku, bo to trend wzrostowy, proces trwający lata i ciągle się rozwijający. Parafrazując Świetliki i Lindę: polscy artyści nigdy nie mieli tak wiele udanych debiutów, albumów, koncertów, a ich prasa nigdy nie była tak dobra, a rozgłos tak międzynarodowy. Międzypokoleniowy dialog, zintegrowanie środowiska i emancypacja spod kompleksu polskości zaowocowały rozkwitem muzycznego świata i peryferii. Mamy wybitnych i lansujących nowe trendy twórców muzyki elektronicznej, jazzowej i alternatywnej. Stoją za nimi sprawnie działający wydawcy, którzy potrafią ich wypromować i ściągnęli na siebie uwagę nie tylko zagranicznych mediów, ale też znaczących artystów, których wydają. W sukurs idą media, budowane oddolnie, z pasji, bez funduszy i mentorów – na wzór wymarzonych tekstów, które sami chcieliby czytać. Zaczęły wychodzić ze świata wirtualnego i stawiają pierwsze kroki w odbudowywaniu drukowanej prasy muzycznej. Dla spragnionych pogłębionych analiz pojawia się coraz więcej literatury fachowej, serie muzycznych książek ma już kilka wydawnictw i nie są to tylko przekłady i przedruki. Wreszcie okazji do poznawania tak artystów, jak i wydawców już nie brakuje – targi muzyczne, panele i dyskusje, no i koncerty – coraz częściej w formie małych cykli koncertowych zamiast nabrzmiałych festiwali. Cieszmy się, bo nie mamy już powodów do narzekań!

a0214016951_10-2

Płyty roku

soused 1. Scott Walker + Sunn O))) „Soused” – spotkanie nieobliczalnego artysty z radykałami gitarowego drone jest wydarzeniem samym w sobie, a że to bardzo udane spotkanie, to tylko z korzyścią dla wszystkich. Sunn nigdy nie było tak blisko rocka, a Scott nie był tak czytelny i przebojowy od lat.

 

 

omg

2. Old Man Gloom „The Ape Of God” – bo w szaleństwie, zabawie i humorze jest metoda, a ciężka muzyka gitarowa nie musi być mroczna i śmiertelnie poważna. A fortel z dwiema płytami i internetami jest najlepszy.

 

 

 

godflesh 3. Godflesh „A World Lit Only By Fire” – powrót tak nieprawdopodobny, upragniony i udany, jak reaktywacja Faith No More. Nowa płyta jest jednocześnie stara i nieświeża. Jest radykalna, oldskulowa i brutalna – wprost nawiązuje do pierwszych nagrań Godflesh i jest pięścią w ryj fanów Jesu.

 

Runhild_Lasse_1_670

4. Runhild Gammelsaeter & Lasse Marhaug „Quantum Entanglement” – świętowanie dziesięciolecia Utech Records kończy się z przytupem i jedną z lepszych płyt w całym katalogu. Dwoje bezkompromisowych artystów nikomu już niczego nie udowadnia i tworzy dojrzale dostojnie wymagającą muzykę noise/drone.

 

 

hvall 5. Jenny Hval & Susanna „Meshes of Voice” – znakomicie połączyły siłę z delikatnością, mrok ze światłem, drone z głosem. Koncertowe wydanie bardzo miałkie w porównaniu do płyty.

 

 

 

biało 6. Białoszewski do słuchu. Tomy 1-4 / Asi Mina „Biało”– to albumy, których nie można rozpatrywać osobno. Są dowodem na to, że przemyślanym wydawnictwem można edukować skuteczniej niż szkołą. Dzięki nim dostrzegłem muzyczność, teatralność i przewrotność twórczości Mirona.

 

 

Tetema 7. Tetema „Geocidal” – Patton w końcu po latach znów pokazał pazur i swoje szerokie możliwości. Bez Zorna też można jak widać – świetny Anthony Pateras.

 

 

 

eugeniusz_rudnik 8. Eugeniusz Rudnik „ERdada Na Taśmę” – to paradoksalne, ale Rudnik doczekał się debiutu płytowego dopiero w 2014 roku. Zainteresowanie Rudnikiem wzrosło, a jego twórczość została w końcu w Polsce zauważona i doceniona poza kręgiem akademików.

 

 

Kleistwahr-–-This-World-Is-Not-My-Home 9. Kleistwahr „This World Is Not My Home” – to płyta, na którą trafiłem przypadkowo. Po jej przesłuchaniu poczułem ulgę, oczyszczenie. Bardzo intensywna, głośna i trzymająca za gardło. Skondensowana wypowiedź, która nie pozostawia obojętnym. Przypomina, że to dobrze, jak muzyka wywołuje emocje.

 

 

zorn 10. John Zorn „the Song Project” – Zorn w wersji soft w końcu nasycony treścią. Dobrze, że po tylu latach pisania piosenek w końcu ktoś napisał do nich teksty i je zaśpiewał. Koncertowe wydanie beznadziejne, ale na pięknie wydanych płytach 7″ – cymes.

 

 

Nowe zjawiska

1549557_10152828995443967_7629871729933223837_n

Nietypowe zabiegi promujące nowe wydawnictwa to wyścig bez mety, w tym roku znów kilka przełomowych płotków zostało przeskoczonych, ale najciekawsze wydaje mi się podejście Old Man Gloom – niskobudżetowe, co ciekawe. Wydając album „The Ape Of God” nikomu nie oznajmili, że wydają w zasadzie dwa osobne albumy o tym samym tytule (i nie był to po prostu podwójny album), a recenzentom wysłali składankę z przearanżowanych utworów obu płyt. Ci z kolei nie tyle zrecenzowali nieistniejące wydawnictwo, co wypuścili je do sieci, a tym sposobem właściwy materiał zyskał rozgłos wcześniej, ale ujrzał światło dzienne dopiero w momencie, w którym chciał tego zespół.

Retrospekcje nie są niczym nowym, ale cieszy, że w 2014 wzrosło zainteresowanie wczesną muzyką eksperymentalną i elektroniczną, wydawaną w seriach i boxach z mocną podbudową merytoryczną i osadzeniem w kontekście. Na znaczeniu rośnie działka field recordingu – jest coraz bardziej zrozumiały i coraz powszechniej uprawiany. Nie jesteśmy już tylko obrazkowymi dokumentalistami – zaczynamy uczyć się słuchać.

Rozczarowania

WHATDAFUCK1

PC music, bo jeśli w taką stronę ma iść muzyka rozrywkowa, to ja się wypisuję. Rosnące zainteresowanie streamingami, choć równoważy to ogromny ruch w tłoczniach winylowych. Megalomania urzędników zamawiających „wielkie dzieła” za wielkie pieniądze, bez większych ambicji („Symfonia na 100 motocykli” Kupczaka we Wrocławiu w ramach Światowych Dni Muzyki, „Opera Otwarta” Kaczmarka w Krakowie na 650 lat UJ, „Open Air Concert – Feniks” Klocka w Kaliszu na setną rocznicę zburzenia miasta itd.). Zasmuciła mnie śmierć Karkowskiego – żałuję, że nie wykorzystałem szansy, żeby usłyszeć go na żywo.

Coś czuję, że prawdziwej płyty 2014 roku mogłem jeszcze nie słuchać…

Reklamy

~ - autor: Krzysztof Pietraszewski w dniu 30 grudnia 2014.

Komentarze 2 to “Résumé 2014 roku”

  1. A propos Eugeniusza Rudnika – pierwszą publikacją po latach był 4-płytowy album z 2009 roku. Wiele dobrego by wydobyć z niepamięci jego sylwetkę zrobił Bolek Błaszczyk, któremu należą się za to wielkie podziękowania. Poniżej link do wydania: http://merlin.pl/Studio-Eksperymentalne-Polskiego-Radia_Eugeniusz-Rudnik/browse/product/4,646799.html?gclid=COPm_5fx7sICFQQOwwodKLgABQ#fullinfo

    • Tak, znam tę publikację – traktuję ją inaczej, bo to przegląd archiwaliów o charakterze kompilacyjnym. ERdada z kolei to płyta z nowym materiałem i z materiałem zebranym z myślą o nowym i zamkniętym jako całość wydawnictwie.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s